柔の道

The Art of Learning Josha Waitzkina: co przenosi się do BJJ

Okładka The Art of Learning Josha Waitzkina
The Art of Learning: An Inner Journey to Optimal Performance Josha Waitzkina (Free Press, 2008). Okładka pokazana w celach recenzenckich.

The Art of Learning: An Inner Journey to Optimal Performance (wydanie polskie: W poszukiwaniu doskonałości. Sztuka uczenia się, Sensus) to opowieść Josha Waitzkina o dwukrotnym dojściu do światowej klasy w sztukach, które nie mogłyby się od siebie bardziej różnić. Jako cudowne dziecko szachów z filmu Searching for Bobby Fischer (w Polsce: Szachowe dzieciństwo) Waitzkin został mistrzem krajowym w wieku trzynastu lat i mistrzem międzynarodowym w wieku szesnastu, odszedł od szachownicy, zajął się tai chi chuan i wygrał mistrzostwo świata w pchających dłoniach (push hands) na Chung Hwa Cup 2004 na Tajwanie. Książka z 2007 roku to jego próba wydobycia metody, która przeniosła się między tymi sztukami. Jiu-jitsu nie pojawia się w niej nigdzie. Rekomendacja przyszła później: Waitzkin zabrał metodę na matę i w 2011 roku zdobył czarny pas u Marcela Garcii. Czytaj ją jako podręcznik tego, jak dać się uczyć, a niemal każdy rozdział trafi w pierwszy rok jiu-jitsu. Oto jak.

Inwestycja w porażkę: przegrana jako czesne

Flagowa idea książki pochodzi z treningu push hands Waitzkina w szkole Williama C.C. Chena. Początkujący staje tam przed tym samym wyborem, który zna mata: spiąć się i stawiać opór, oszczędzając sobie upokorzenia bycia rzuconym, albo pozostać miękkim, dać się rzucić i nauczyć się, co cię rzuciło. Waitzkin nazywa tę drugą opcję inwestycją w porażkę — oddaniem się procesowi nauki, póki kosztuje cię rundy — a tłumacząc, dlaczego to działa, opiera się na badaniach psycholog Carol Dweck: ludzie, którzy traktują umiejętność jako coś do zbudowania, uczą się więcej niż ludzie, którzy każdą porażkę traktują jak wyrok.

Jako nawyk pierwszego roku idea staje się jedną rundą na wieczór ze zdegradowanym wygrywaniem. Poproś partnera, który sprawia ci kłopot. Kiedy twoja garda zaczyna się sypać, odpuść sztywne ramię i paniczny zryw; pozwól, by przejście nadeszło przy połowie twojego zwykłego oporu, i śledź, która rama zawiodła pierwsza. Klepnij wcześnie, zamiast dogorywać w zapiętym duszeniu, zadaj jedno pytanie, zacznij od nowa. Klepnięcie zebrane celowo to czesne, a wpis o postępach wyjaśnia, co ono kupuje: mniej toniesz na długo przed tym, zanim zaczniesz więcej wygrywać. Nawyk zaczyna zarabiać na siebie około drugiego miesiąca, kiedy przegrywanie przestaje smakować jak postęp; wpis o chęci rzucenia mapuje to urwisko.

Zataczanie mniejszych kręgów: zmniejsz jedną technikę

Nauczyciel szachów Waitzkina, Bruce Pandolfini, zaczął z nim niemal od pustej szachownicy: król i pion przeciwko królowi, jasne zasady studiowane, aż rozpuściły się w czucie. Książka nazywa ten proces „liczbami, żeby zostawić liczby" — uwewnętrznianiem tego, co techniczne, aż przestajesz o tym myśleć. Fizycznym bliźniakiem jest zataczanie mniejszych kręgów: miesiące szlifowania podstawowego prostego ciosu tai chi, kurczenie ruchu przy zachowaniu jego mocy, zamiast kolekcjonowania nowych technik. Argument jest bez ogródek. Głębia bije szerokość, a kolekcjonerzy efektownej techniki stają w miejscu.

Na macie idea staje się miesięczną praktyką drillowania. Wybierz jedną ucieczkę, którą już w połowie znasz; ucieczka łokciowa spod mountu jest idealna. W pierwszym tygodniu drilluj ją z rozmachem: pełny mostek, duża krewetka, cała przestrzeń, jakiej chcesz. Co tydzień odejmuj ruch: pół mostka, krótsza krewetka, kolano wślizgujące się wcześniej, aż ucieczka zacznie działać na centymetrze przestrzeni i obrocie bioder. Partner dający uczciwą energię rozstrzyga, czy zmniejszanie jest prawdziwe — i to jest cały argument wpisu o drillowaniu. Jedna ucieczka zrobiona mniejszą poniesie pierwszy rok dalej niż dziesięć nowych sweepów spróbowanych po razie.

Zestaw narzędzi sięga głębiej. Miękka strefa to koncentracja, która ugina się wokół rozproszeń, zamiast się roztrzaskać, trenowana hałasem, a nie ciszą. Budowanie wyzwalacza kondensuje stałą przedtreningową rutynę, przypiętą do czegoś, co kochasz, aż kilka oddechów przywołuje twój najlepszy stan. Jedno i drugie wynagradza pełną lekturę.

Gdzie wątpić w The Art of Learning

Metoda wydestylowana z jednego wyjątkowego życia niesie wbudowane pytanie, a zarzuty czytelników zebrane przez Shortform stawiają je wprost: dużo autobiografii, mało metody i niewiele przykładów poza szachami i tai chi, przez co pozostaje niejasne, jak to podejście stosuje się do nauki czegokolwiek innego. Czytelnicy zauważają też, że pojęcia robią się mgliste i mistyczne dokładnie tam, gdzie początkujący chce instrukcji. Recenzent Nate Shivar ujmuje problem konstrukcyjny w jednym zdaniu: książka „jest najpierw wspomnieniami, a dopiero potem edukacyjnym poradnikiem", więc lekcje trzeba wytropić, a nie po prostu za nimi podążać. Nawet Stephen Malina, recenzent, który kocha tę książkę i wydobywa z niej materiał do własnych przedsięwzięć, przyznaje, że podstawowa lekcja to „elementarz literatury o celowej praktyce", opowiedziany niezwykle dobrze, i sam nazywa zagrożenie: część siły przyciągania książki może być „standardową poświatą insight porn" przeżytego doświadczenia. Dwa powyższe wnioski to tropienie odrobione za ciebie; reszta wydobycia należy do czytelnika.

Legenda też wymaga jednej kalibracji. Okładka zbija kapitał na szachowym dzieciństwie, które rozsławił kinowy przebój, a mit przerósł zapis: tytuł Waitzkina to mistrz międzynarodowy, zdobyty w wieku szesnastu lat, obok mistrzostwa juniorów Stanów Zjednoczonych w 1994 roku i tytułu dzielonego rok wcześniej. Poważny dorobek, ale nie arcymistrzowski, cokolwiek sugerowałby marketing. Kalibracja niczego nie psuje. Weź metodę, zostaw aureolę.

Dla kogo jest ta książka

Kto poluje na techniki, powinien szukać gdzie indziej; książka nie uczy żadnej. Początkujący, któremu ciężko być słabym publicznie — a to opisuje niemal każdego białego pasa — znajdzie niewiele książek, które lepiej przenoszą się na matę. Dwa powyższe nawyki to przystawka; książka dostarcza filozofii, dzięki której te nawyki się utrwalają, przetestowanej przez autora w trzech sztukach, z których ostatnią jest jiu-jitsu.

The Art of Learning znajdziesz na Amazonie.

Pytania, które zadają czytelnicy

Czy The Art of Learning to książka o jiu-jitsu?

Nie. Książka z 2007 roku czerpie wyłącznie z szachów i pchających dłoni tai chi. Waitzkin postawił wszystko na brazylijskie jiu-jitsu już po jej napisaniu i w 2011 roku, cztery lata po książce, zdobył czarny pas u Marcela Garcii, sam stosując jej metodę w trzeciej sztuce.

Co znaczy inwestycja w porażkę?

Oddanie się procesowi nauki, póki kosztuje cię rundy: pozostawanie miękkim i chłonnym pod presją zamiast spinania się, by uniknąć rzucenia. U białego pasa ten nawyk wygląda tak: rolowanie z lepszymi partnerami, pozwalanie, by pozycje sypały się przy zmniejszonym oporze, żeby zobaczyć dlaczego, i traktowanie wczesnych klepnięć jako czesnego.

Czy Josh Waitzkin jest arcymistrzem szachowym?

Nie. W wieku trzynastu lat został mistrzem krajowym, w wieku szesnastu mistrzem międzynarodowym, w 1994 roku wygrał mistrzostwo juniorów Stanów Zjednoczonych, a rok wcześniej jedno dzielone — i nigdy nie zdobył tytułu arcymistrza. Jego tytuł mistrza świata w pchających dłoniach z 2004 roku i czarny pas u Marcela Garcii z 2011 roku przyszły później, w innych sztukach.

Czym jest zataczanie mniejszych kręgów?

To zasada Waitzkina: szlifować jedną technikę do jej esencji, zamiast gromadzić wiele. Miesiącami zmniejszał prosty cios tai chi, zachowując jego moc. Wersja jiu-jitsu to drillowanie jednej ucieczki przez miesiąc i odejmowanie ruchu co tydzień, aż działa na minimalnej przestrzeni.

Jakie są główne zarzuty wobec The Art of Learning?

Zarzuty czytelników zebrane przez Shortform mówią, że książka mocno opiera się na autobiografii, cienko wykłada metodę i daje niewiele przykładów poza szachami i tai chi, przez co niejasne pozostaje, jak podejście stosuje się do innych umiejętności. Recenzent Nate Shivar nazywa ją najpierw wspomnieniami, a dopiero potem edukacyjnym poradnikiem, a Stephen Malina, recenzent pełen podziwu, dodaje wersję życzliwą: podstawowa lekcja to znany teren celowej praktyki, a część siły przyciągania książki, jak mówi, może być poświatą przeżytego doświadczenia.

To dziennik początkującego, nie instruktaż. Nic tutaj nie jest poradą treningową, zdrowotną ani medyczną. Ucz się od wykwalifikowanego trenera i klep wcześnie. Zastrzeżenia