柔の道

Gi czy no-gi na początek? Odpowiedź w wersji dla początkującego

Ilustracja tuszem — Gi czy no-gi na początek? Odpowiedź w wersji dla początkującego

Zacznij od tego, co twój klub faktycznie prowadzi w porach, na które jesteś w stanie dotrzeć. To cała odpowiedź dla początkującego i chcę postawić ją na początku, bo internet grzebie ją pod świętą wojną. Różnica między gi a no-gi kiedyś będzie miała dla ciebie znaczenie. W pierwszym roku będzie miała nieporównanie mniejsze znaczenie niż to, czy zajęcia mieszczą się w twoim wtorku, bo zmienną, która decyduje, czy zrobisz się dobry, jest frekwencja — a wpis o pierwszej belce już powiedział, co mierzy taśma.

To powiedziawszy, w końcu staniesz przed grafikiem z obiema opcjami otwartymi i uczciwe różnice warto znać. Oto wersja, którą poskładałem, zadając upierdliwe pytania w obu salach.

Co naprawdę się różni

Gi dodaje uchwyty. Kołnierze, rękawy i nogawki — wszystko da się chwycić, więc gra robi się wolniejsza, bardziej pozycyjna i bardziej cierpliwa: dobry chwyt to hamulec ręczny, a ucieczki trzeba sobie wypracować przez warstwy tarcia. No-gi zabiera uchwyty i dodaje pot, więc wszystko jest szybsze i bardziej śliskie, kontrola zależy od klinów i ułożenia ciała zamiast od materiału, a skramble trwają dłużej, bo mniej rzeczy trzyma kogokolwiek w miejscu.

Żadne z nich nie jest tą trudniejszą wersją. Gi karze cię kontrolą, której nie umiesz strząsnąć; no-gi karze cię tempem, od którego nie umiesz odpocząć. Uczono mnie pokory w obu strojach w porównywalnym tempie.

Argumenty, które ludzie naprawdę wysuwają

Argument tradycyjny mówi: zacznij w gi. Chwyty zwalniają grę do prędkości, przy której początkujący widzą, co się dzieje, tarcie uczy ucieczek przeciwko kontroli z najgorszego scenariusza, a umiejętności zdają się podróżować z górki, z gi do no-gi, łatwiej niż pod górkę. To prawdziwy argument i większość czarnych pasów, które pytałem, trzyma jakąś jego wersję.

Drugi argument mówi: zacznij tam, gdzie naprawdę będziesz się pojawiać. Jeśli zajęcia no-gi pasują do twojego życia, albo ukształtowały cię zapasy, albo gi czuje się jak kostium, którego jeszcze nie umiesz brać na poważnie — mata, na którą chodzisz, bije matę, o której teoretyzujesz. Też prawdziwy, i im jestem starszy, tym bardziej go szanuję.

Zauważ, że te dwa argumenty odpowiadają na różne pytania. Jeden jest o pedagogice, drugi o frekwencji, a u początkujących remisy za każdym razem wygrywa frekwencja.

Co zrobiłem ja, dla porządku

Mój klub to klub gi z dwoma wieczorami no-gi, więc grafik zdecydował za mnie — i podejrzewam, że tak właśnie kończy się święta wojna większości ludzi. Kupiłem gi z wpisu o tym, w co się ubrać, chodzę na wieczory no-gi, kiedy wtorek współpracuje, i wciąż nie znalazłem tej wersji mnie, która żałuje którejkolwiek z sal.

Jeśli twój klub oferuje obie opcje po równo: spróbuj obu w pierwszym miesiącu. Jedna z nich zacznie cię ciągnąć, a ciągnięcie, za którym idziesz, jest warte więcej niż plan, który porzucasz.

Odpowiedź, o którą nikt się nie kłóci

Gi czy no-gi to pytanie o to, którego dialektu uczyć się najpierw, zadawane przez kogoś, kto nie mówi jeszcze tym językiem. Wybierz salę, do której będziesz wracać. Płynność załatwi resztę, a ludzie toczący świętą wojnę w internecie są — co znamienne — nie na zajęciach.

To dziennik początkującego, nie instruktaż. Nic tutaj nie jest poradą treningową, zdrowotną ani medyczną. Ucz się od wykwalifikowanego trenera i klep wcześnie. Zastrzeżenia